Co-sovel – debiut [RECENZJA]

Cosovel

Z przykrością musimy się przyznać, że zanim napisał do nas Aleks Polak przedstawiając nam zespół Co-sovel, nie miałyśmy o nich bladego pojęcia. Szybciutko przerzucając kawałki z EPki czułyśmy, że narobią zamieszania na polskiej scenie muzycznej w zatrważającym tempie. Nie myliłyśmy się. Co-sovel jest tuż po wydaniu debiutanckiego albumu.

Jest to autorski projekt Izoldy Sorenson, którą wcześniej zestawiano z takimi nazwiskami jak Julia Marcell czy Drekoty – bo z tymi artystami/składami występowała wcześniej. Decydując się stawić kroki na własnej ścieżce Izolda zrobiła bardzo dobry ruch. Ma pomysł na siebie i realizuje go z pieczołowitą perfekcją. Co-sovel bierze swój początek od słoweńskiego poety Srecko Kosowela. Artystka przekłada teksty na angielski i polski ubierając w nowoczesną elektroniczno – eksperymentalno popową szatę. Całość prezentuje się zacnie. W występach na żywo uczestniczą także Aleks Polak oraz Jose Manuel Alban Juarez – perkusista Łona, Webber & The Pimps, ex Maanam, Öszibarack, Natu. W pracach nad debiutanckim albumem uczestniczyli m.in. Sidney Polak i Maciej Majchrzak z T.Love oraz Mikis Cupas z zespołu Wilki.

Na debiutancki album składa się 11 utworów, z czego 3 mogliśmy słuchać na długo wcześniej. Detektyw nr 16, Dhei No i A Small Coat – to utwory, które znalazły się najpierw na EPce Live in Studio EP. Nie odbiegają one od reszty, a to dlatego, że wszystkie kawałki różniąc się od siebie, tworzą zgraną całość. Tworząc jeden klimat z pewnością staną się cechą charakterystyczną Co-sovel. Poza Detektywem, mamy jeszcze dwie nowe piosenki w języku polskim – Sorbetowy i Psy Kwiaty Lokomotywy. Pierwszy z nich, zapowiadając album przed jego premierą zdążył nam wyostrzyć apetyt na resztę. Piosenkę możemy zaliczyć do tych wolniejszych i nieco psychodelicznych. Na uwagę zasługuje tutaj refren, w którym Izolda przeplata bardzo wysoki wokal (przypominając Ramonę Rey) z mówionym  frazami. Cudo. Bitter Heart –  kolejny dobrze osłuchany kawałek będący singlem promującym album – otwiera całość. Razem z On The Right Side, Above a Madhouse i Dhei No, wskazują na ogromną inspirację Julią Marcell, szczególnie z przełomu It Might Like You/June. Zarówno pod względem muzycznym, ale i co ciekawe wokalnym. Izolda ma bardzo delikatny, ale zarazem charyzmatyczny głos. Chce się jej słuchać.

Mimo, że album pod względem muzycznym jest dość skromny, to artyści zadbali o to, żeby krążek był wypełniony ogromem muzycznych doznań. W całej płycie zaskakiwać mogą ukulele (usłyszymy je w kawałku Above a Madhouse), które są nieco oderwane, ale nadają folkowego klimatu. Płyta dopieszczona jest w każdym dźwięku i w każdym wokalu. Przyczepić nie ma się kompletnie do czego. Można włączyć i zapętlić się nie tylko w zimowe wieczory.

Bardzo cieszymy się, że mogłyśmy objąć patronatem medialnym tak dobry debiut. Debiut, który może okazać się najgorętszym w tym roku.

10656505_10204885830567821_1586571199_n

A&K

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>