Julia Marcell – Kraków [RELACJA]

Julia_Marcell_3a(1)

Ci z Was, którzy borykają się jeszcze z płytą Sentiments, mają do wyboru dwie opcje. Pierwsza – dogłębnie zanurzyć się w osobistych historiach zapisanych przez Julię, co pomoże zrozumieć te mocne, gitarowe aranże, w które zostały ubrane. Druga – wybrać się na koncert. Posłuchanie na żywo wykonań wszystkich piosenek na płycie, gwarantuje miłość od pierwszego wejrzenia. Przeszywający na wskroś bas i gitara elektryczna, oplecione z jednej strony dobitną perkusją, a z drugiej delikatną altówką i pianem, wprawią Was w osłupienie. Wisienką na torcie jest oczywiście wokal Julii dopełniony wysokimi wykończeniami Mandy. Bardzo się za tym wszystkim stęskniłyśmy.

Długo wyczekiwany koncert rozpoczął się, co ciekawe, od June. Zupełnie nowy aranż, na gitarę zamiast piano, był fenomenalny. Jak się później okazało – takich niespodzianek było więcej. Dislocated Joint, Halflife, Teachers, Twelve, Lost My Luck czy Piggy Blonde  grane były z wielką pasją i zaangażowaniem całego zespołu. Muzycy, w bądź co bądź nowym stylu, odnaleźli się idealnie. Koncert bogaty był w wiele niesamowitych momentów. Ogromne wrażenie wywarł oczywiście polski akcent – Cincina. Nawiasem mówiąc, tuż przed wyjściem na koncert zobaczyłyśmy, że wypuszczony został klip do utworu – wszystkim, którzy zaspali gorąco polecamy! Singiel promujący płytę – Manners, w wersji koncertowej brzmi jeszcze lepiej. Nagrodę najpiękniejszego momentu przyznajemy wykonaniu utworu Marianna. Wokal Julii ubrany w proste dźwięki płynące z piano i chórkiem Mandy, przyprawiał nas o dreszcze. Późniejsze przejście łączące June i Sentiments, muzycznym mostem z Marianny w I Wanna Get on Fire tylko spotęgował te odczucia. Gitarowe brzmienie, dobrze osłuchanej piosenki z poprzedniego albumu i czerwone światła ze sceny podgrzały atmosferę w klubie. Okazało się też, że niepotrzebnie bałyśmy się, że piano pójdzie w odstawkę. W kilku utworach Julia zamieniła gitarę na klawisze. W obydwu wydaniach jest jej bardzo do twarzy. Podstawową cześć koncertu, podobnie jak na płycie – muzycy zakończyli Supermenem. Wydłużona wersja, w której zespół grał jak natchniony, mogłaby nie mieć końca, a i tak nikt nie czułby się znudzony. Z kuluarów fani wywołali artystów dwukrotnie. Pierwszy bis zostanie zapamiętany po wieczność. Pierwsze dźwięki na gitarze i wszyscy wiedzieli co jest grane! Echo! Publiczność ożyła w momencie. Kiedy myśleliśmy, że najlepsze za nami – zaraz później zabrzmiała Matrioszka.  Napędzeni tak pozytywną energią po tych dwóch utworach, wywołaliśmy cały skład jeszcze raz. Koncert został zakończony spokojnym, lekkim North Pole.

Po tym koncercie do głowy przychodzą dwie myśli – półtorej godziny, spędzone w krakowskiej Fabryce, było totalną rozkoszą dla zmysłów i zdecydowanie potrzebujemy dvd koncertowego z tymi wszystkimi nagraniami, żeby móc się zapętlić w ulubionych utworach z June w nowych aranżach!

A&K

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>