Julia Marcell o zmianach i sentymentach [WYWIAD]

fot. Krzysztof Wyżyński

Jak sama przyznała jest artystką rozpoczynającą za każdym razem od nowa. Każdy z tych startów nigdy nie jest łatwiejszy. Co album, to poprzeczkę zawiesza sobie wyżej. Szalenie utalentowana pianistka, gitarzystka i kompozytorka – Julia Marcell, jest tuż po wydaniu trzeciego albumu. Niektórzy piszą pamiętniki, Julia tłoczy Sentiments. Jest to bardzo osobista i bardzo odważna płyta, na której artystka uchyla niejeden rąbek ze swojego życia.

Aga: Nie ukrywajmy, że wydając June postawiłaś sobie wysoko poprzeczkę…
Julia: Nie wiedząc o tym kompletnie.
Aga: Nie bałaś się, że serwując zupełnie inny materiał niż dwa poprzednie krążki, Twoi fani pomyślą „to nie jest moja Julia!”? My same potrzebowałyśmy drugiego podejścia i zagłębienia się w teksty, żeby docenić Sentiments.
Julia: Nie, bo na etapie kreacji nie można w ogóle myśleć o takich rzeczach. Nie można myśleć jak to odbiorą ludzie. Wydaje mi się, że to jest straszną pułapką. Artyście może się wydawać, że wie czego ludzie chcą, ale to nigdy nie jest prawdą, to jest zawsze złudzenie. Choćby napisał najbardziej popowy, przyjazny szerokiemu odbiorcy album, to jest dużo przykładów na to, że nic się z tym potem nie zadzieje. Wydaje mi się, że jedyne co można zrobić, to być wiernym sobie i podążać za tym co chce się zrobić, za tym co w duszy gra.
Aga: Jeżeli ludzie Cię pokochali to pokochają wszystko co zrobisz?
Julia: Nie, nie myśli się o tym. Zdaję sobie sprawę, że z tą płytą znowu zaczynam od początku. Jestem do tego przyzwyczajona, bo tak samo było przy June. Na początku było dużo sygnałów, że jest zupełnie inaczej niż przy It Might Like You. Padały pytania skąd ta elektronika, co to za densy. Wtedy też mi się dostało, ale później ludzie się przekonali i fajnie się to rozwinęło. Przyzwyczajam się powoli do takiego zaczynania za każdym razem. (śmiech)
Aga: Zmiana na gitarowe, mocniejsze brzmienia wynika z dojrzałości, ewolucji artystycznej?
Julia: Wydaje mi się, że jakąś ewolucję na pewno przeszłam. Czy dojrzałam? Na pewno trochę tak, siłą rzeczy, chociaż… może niekoniecznie. (śmiech) Ale gitary nie z tego wynikają, tylko z próby odnalezienia oprawy muzycznej do pewnych emocji, które zawierają się w tekstach. Co ciekawe, napisałam te piosenki w większości na pianinie. Kiedy je grałam, poczułam, że takie ich wersje nie mają wystarczającego nerwu i napięcia. Musiałam przearanżować je na instrument, który będzie o wiele bardziej trząsł posadami. Pianino ma kompletnie inną charakterystykę niż gitara, która bardzo mnie zainspirowała.
Aga: Słyszałyśmy, że przed Sentiments byłaś pokłócona z gitarą. Zastanawiałyśmy się czy teraz piano nie pokłóci się z Tobą, ale jak widać Wasze relacje są dalej zażyłe.
Julia: (ŚMIECH)
Kasia: Zmienił się też Twój wygląd na mocno rock’owy. Czy zmiana wizerunku łączy się ze zmianą muzyczną?
Julia: Tak. Wynika to z potrzeby zamknięcia wszystkiego w całość, wizualnie również. Wydaje mi się, że gdybym do tej płyty nosiła kolorowe, neonowe stroje, to nie bardzo by to pasowało. Chciałam też po prostu zamanifestować zmianę, żeby ktoś, kto spojrzy na zdjęcia pomyślał sobie – o, będzie na pewno inaczej na tej płycie niż było.

JuliaMarcell-1
fot. Krzysztof Wyżyński

Kasia: Sentiments – wspomnienia. Takie powroty wszystkim kojarzą się z zadumą w spokojny wieczór z lampką winą. W Twoim przypadku, do powrotu do sentymentów, pasuje raczej shot tequili w zadymionym barze.
Julia: Zdecydowanie nie są to rzeczy typu smooth jazz (śmiech). Sentymenty stąd się wzięły, że te piosenki mają w warstwie tekstowej bardzo dużą zawartość sentymentalną. Ale wydaje mi się, że ona przewija się również w muzyce. Jest w niej taka melancholia podskórna.
Kasia: Ta płyta jest bardziej przyjemną przechadzką po tym co się wydarzyło w Twoim życiu, czy raczej rozprawieniem się z przeszłością?
Julia: To jest chyba taka próba uszeregowania różnych rzeczy. Spojrzenia na to co było w kontekście takim, żeby nie zapomnieć. Żeby zbadać to okiem kogoś, kto nie jest w środku tych wydarzeń, tylko już je dawno przeżył i gdzieś tam zobaczyć, kim się stałam przez to co mnie spotkało wtedy i przez ludzi, których spotkałam.
Aga: Mamy jedną piosenkę w całości po polsku, czego wcześniej nie było. Jest szansa, że kiedyś powstanie cały krążek w naszym języku?
Julia: Nie wiem. Nie planowałam tej piosenki i nie planuję albumu po polsku. Może się zdarzy, czemu nie. W ogóle bardzo fajnie pisało mi się „Cincinę” i było to dużym wyzwaniem, bo język polski ma zupełnie inne brzmienie.
Kasia: Inaczej Ty brzmisz.
Julia: Tak. Zdaje sobie z tego sprawę i powiem szczerze, że śpiewanie po polsku łączyło się dla mnie ze znalezieniem swojego głosu po polsku. To nie jest takie natychmiastowe.
Kasia: Szukałaś i znalazłaś. Podoba się?
Julia: Nie myślałam o tym, ale na pewno brzmię inaczej. Być może jest to kwestia tej piosenki, bo ona wymagała ode mnie, żebym brzmiała troszeczkę inaczej. Chciałam, aby była w niej taka dzika energia, żeby nie było za ładnie, żeby było trochę szorstko, a trochę też od niechcenia, wydaje mi się, że ta piosenka potrzebowała tego.
Kasia: W polskim wydaniu bardzo nam się podobasz, także liczymy na więcej.
Julia: Cieszę się. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się uda.

JuliaMarcell-2
fot. Krzysztof Wyżyński

Kasia: June jest dla nas wyjątkowy i zawsze z sentymentem będziemy go włączać. Nie obawiasz się, że ludzie częściej będą sięgać po June niż po najnowsze wydanie?
Julia: Gdybym się tego bała, to chyba bym już odłożyła wszystko i przestała to robić. Podążam drogą, która mnie interesuje. Oczywiście martwię się o to i myślę co się z tym stanie i jak ludzie to odbiorą. Czy poczują coś, czy nawiążemy jakąś łączność przez te piosenki. Na tym mi zależy. Ale przekonanie, że coś muszę w muzyce chyba nie działa. Ja muszę zrobić to, co chcę. Chciałam zrobić Sentiments, a to co się z tym zadzieje… zobaczymy. Jeżeli jedna osoba powie, że to super płyta, to już będę miała poczucie, że trafiłam do kogoś.
Kasia: Mało wiemy o Tobie prywatnie. Lubisz robić coś poza muzyką?
Julia: Nie. (śmiech) Jestem typem osoby, która jest totalnie obsesyjna na punkcie muzyki i poświęca jej 100% swojego czasu. Jeśli potrzebuję przerwy, najczęściej jadę wtedy nad morze. Pogapię się na nie dwa dni i muszę wracać, bo nie mogę wytrzymać bez chaosu mojej pracy.
Aga: Na pewno podobał Ci się koncert na plaży w Gdyni.
Julia: Bardzo, bardzo mi się podobał. Bałtyk ma fajny klimat, zwłaszcza jak się pojedzie w nieturystycznym sezonie. To jest takie strasznie kojące.
Aga: Zbliża się koniec roku. Czego byś sobie życzyła na nadchodzący?
Julia: Chciałabym, żeby to się fajnie rozwijało. Wczoraj zagraliśmy w Opolu i było tak dobrze. Wstąpił w nas niesamowity duch na scenie i tak nam się świetnie grało. Z publicznością mieliśmy świetny przepływ energii. Chciałabym, żeby to poszło dalej, żeby było więcej koncertów. Teraz mamy ich 17, ale już widzę, że to będzie za mało. Może na wiosnę znowu ruszymy. Tego bym sobie życzyła.
My: Mamy nadzieję, że uda nam się spotkać w nowym roku i porozmawiać. Tego życzymy sobie. Dziękujemy za rozmowę.

One thought on “Julia Marcell o zmianach i sentymentach [WYWIAD]

  1. Dziewczyny, gratuluję Wam takiego ciekawego wywiadu z wspaniałą artystką! Z nowego albumu Julii słyszałam dopiero 4 piosenki, ale akurat gitara jest dla mnie instrumentem nad instrumenty, więc podobają mi się szalenie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>