Mea culpa – czyli Sentiments jednak powala! [RECENZJA]

Julia_Marcell_3a(1)

Sentiments to płyta, na której można się przejechać. Właściwie, źle mówię. Nie na płycie, nie na Julce – można się przejechać na sobie. Tak było w naszym przypadku. Nie jest żadną tajemnicą, że prywatnie bardzo szanujemy Julię. Pierwszy raz, w wydaniu koncertowym, zobaczyłyśmy ją podczas 52 Krakowskiego Festiwalu Filmowego, w ramach którego grała zamknięty koncert w Pauzie. Niezapomniane wrażenia pozostały po dziś dzień. Jest to też jedyna polska artystka, za którą pojechałyśmy do innego miasta. Bo tak, bo miałyśmy ochotę. Koncert w Tarnowie był „rodzinny”, bardzo piękny. Dlatego też, możecie sobie wyobrazić, że każda wzmianka o nowym materiale wywoływała coraz szerszy uśmiech na naszych twarzach. Płytę kupiłyśmy tuż po tym, jak zapełniono nakładem półki sklepowe. Wróciłyśmy do domu, włączyłyśmy płytę, przesłuchałyśmy 5 piosenek, wyłączyłyśmy i odłożyłyśmy na półkę. Domową. Było za ciężko. To nie była Julia, na którą czekałyśmy. Nawet nie zabierałyśmy się za pisanie recenzji, bo złe słowo na temat Julii nie przeszło by nam przez klawiaturę.

Dziś, w wolne przedpołudnie, płyta znalazła się w odtwarzaczu po raz drugi. To zasługa bezwarunkowej miłości muzycznej, jaką darzymy Julię i poczucia, że nie możemy tak tego zostawić. Początkowo uczucia wzbudzała podobne jak te trzy tygodnie temu. Pomyślałam – stop – wyciągnęłam książeczkę z tekstami i zaczęłam czytać po kolei. Historie zawarte w każdym tekście, chłonęłam z zaciekawieniem bliskim temu, które towarzyszy mi podczas czytania kryminalnych opowieści Jo Nesbo. Nastąpiła u nas burzliwa dyskusja. Teraz już wiemy, dlaczego Sentimenst to przede wszystkim gitara, trochę punku, rocka i buntu. I dopiero teraz możemy powiedzieć, z pełnym przekonaniem, że jest to dobre! Po analizie tego, o czym śpiewa Julia, płyta nabrała zupełnie innego brzmienia. Każdy kawałek, nie męczy – a wzrusza, cieszy, sprzedaje kawał energii.

Julia_Marcell_3a

To naprawdę sentymentalna i bardzo osobista płyta artystki. Dobrze się w nią wsłuchując, można dowiedzieć się o Julii więcej i poznać ją lepiej, niż z jakiegokolwiek wywiadu, którego udzieliła. Przedstawia nam kilka kart z historii swojego życia. Album otwiera świetny Manners – singiel, dobrze nam już wszystkim osłuchany. Podobna energia bije z Teachers i Lost My Luck. Bardzo klimatyczne są North Pole, Halflife i Twelve, w których mocny bas i wyważona perkusja harmonijnie dopełniają delikatny wokal Julii.  Maryanna to utwór bardzo piękny. Za sprawą tekstu, ale i oprawy. Chórki przyprawiają o dreszcze, momentami półszepcząca Julia i piano. Utwór w całości prowadzony przez piano, które na szczęście nie poszło w odstawkę. Piggy Blonde jest również zachowany w bardzo spokojnym, nastrojowym klimacie, który za sprawą świetnych smyczków budzi pewien niepokój i mrok. Gościnnie wystąpił tutaj gitarzysta Swans – Kristof Hahn. Płytę co prawda zamyka, wydawać by się mogło,  prosty muzycznie, ale jakże genialny  Superman, w którym muzycy zastosowali tzw. ‚narastanie’ – zarówno wokalu jak i muzyki, jednak naszą perełką końcową jest Cincina. Piosenka w całości wykonana po polsku, co jak na Julkę jest czymś nowym. Lekki tekst, świeże brzmienie, aż chce się skakać.

Spoiwem łączącym i przewijającym się w piosenkach są nauczyciele, miłość, zauroczenia i fascynacje. Poznajemy Julię w wieku 12 lat, obchodzimy z nią jej ‚sweet sixteen’, widzimy jak śmiało poczynała sobie w wieku 17, czy 25 lat. Dochodzimy do wniosku, że niezłe ziółko z Pani, Pani Marcell. I z tego miejsca prosimy o wybaczenie za zwątpienie. Do zobaczenia na trasie!

8.5

A&K

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>