Natalia Przybysz razi Prądem [RECENZJA]

InstagramCapture_c657f1de-11ac-4c0d-a474-b74fdd0f48a5_jpg

Końcówka tego roku należy do polskich artystów. Jesienno zimowy sezon obfituje wysypem świetnych produkcji. Do tego grona niedawno dołączyła Natalia Przybysz z Prądem. Ciężko stwierdzić, które zadanie było dla artystki trudniejsze: zmierzenie się z wielką legendą lat ’60/’70, czy produkcja swojego autorskiego materiału (prawie w całości). Nie od dziś wiadomo, że są artyści, których się nie coveruje. Do tej palestry wybitnych muzyków zalicza się Janis Joplin. Zeszłorocznym Kozmik Blues Natalia ryzykowała bardzo dużo. Ale opłaciło się. Nikt w grobie się nie przewrócił, a Natu bardzo wyraźnie zaznaczyła, że nadal ma silną pozycję na polskim rynku muzycznym. Kiedy emocje po Tribute to Janis Joplin powoli zaczęły opadać, doszła do nas informacja, że Natalia pracuje nad nowym materiałem. Niebieski, który znalazł się na Kozmik jako bonus, dawał sygnał, że siostra Przybysz jest w formie. Postanowiła pójść za ciosem. I słusznie.

Na Prąd składa się 10 piosenek. Wszystkie po polsku, co nas osobiście bardzo cieszy. Niezależnie od tego czy są to szybsze kawałki, czy wolniejsze, wszystkie naładowane są dużą dawką energii. Pierwsze pięć utworów jest bardziej melodyjne i od pierwszego włączenia wpadają w ucho. Tytułowy Prąd powoli się rozkręca, stopniowo narasta, żeby w refrenie nieźle porazić. Do tej pory wypuszczone zostały dwa single promujące: Miód i Nazywam się Niebo. Bardzo ładnie połączone w jedno video, dzięki czemu możemy zasiąść i delektować nasze zmysły przez 8 minut. Jednak, szczerze mówiąc, ciężko przy tej płycie zatrzymywać się przy każdym z utworów z osobna. Po przesłuchaniu całości nasuwa się kilka myśli, które holistycznie opisują cały krążek. Na uwagę na pewno zasługują teksty. Natalia w Miodzie śpiewa, że mało prawdy w jej pieśniach. A nam pierwsze co się nasunęło, że bardzo dużo prawdy na tym albumie. Szczególnie taka refleksja dotknęła nas słuchając XJS czy Nie Będę Twoją Laleczką. Są to bardzo ludzkie piosenki, które każdy może przełożyć na swoje życie. Natalia ma bardzo czysty i przyjemny głos. Ładnie umie nim pracować. Ma charakterystyczne dla siebie ‚zaciągnięcia’, które dodają tym piosenkom charakteru i wrażliwości. To bardzo delikatna płyta. Wybaczcie, że znowu do tego wrócimy, ale można się doszukać nawiązań do Kozmic. A przynajmniej do tamtych czasów. Prądem Natalia manifestuje swoje uwielbienie do natury. Słuchając tej płyty czuć jak jest z nią zespolona. Na początku pisałyśmy, że jest to prawie w całości autorki materiał. Prawie, bo znajdują się tutaj dwa covery Kwiaty Ojczyste i Do Kogo Idziesz? Czy potrzebnie się tutaj znalazły? Wydaje nam się, że tak. Pieczętują tylko to, co Natalia chciała przez tę płytę pokazać. Gdzieś tam w głębi to jest mała hipiska, która świetnie odnalazłaby się w czasach Joplin. Płytę kończy utwór Sto lat. Wierni fani śledzący każdy ruch sióstr Przybysz, mogli go posłuchać już dużo wcześniej. Jako Archeo dziewczyny wykonały go w czerwcu 2013r w Chorzowie. Szczerze przyznamy, że tamta wersja (mimo kiepskiej jakości nagrania) podoba nam się bardziej. Może dlatego, że siostry są razem. Może dlatego, że usłyszałyśmy tamte aranże jako pierwsze. Bardzo życzyłybyśmy sobie i Wam studyjnej wersji tego utworu.

Tą płytą Natalia udowadnia wiele rzeczy. Przede wszystkim od początku do końca jest sobą. Może wyjść na scenę i po prostu śpiewać. Muzyka, choć świetnie zaaranżowana, jest na drugim planie. Natalia swoim wokalem czaruje. Z czystym sumieniem polecamy tę pozycję.

A&K

9.5

One thought on “Natalia Przybysz razi Prądem [RECENZJA]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>