Open’er’14 za nami – podsumowanie! [RELACJA]

Sample youtube image.

Open’er, Open’er i po Open’erze. Jak co roku, tak i tym razem 4 dni festiwalu minęły jak z bicza strzelił. Ostatnie dwa dni, były równie emocjonujące i bogate w muzyczne wrażenia, jak te pierwsze.

Dzień Niepodległości dla Amerykanów, u nas był dniem wypełnionym muzyką gitarową, elektroniczną ale także melancholijną. Na głównej scenie jako pierwsi zaprezentowali się Foals. Nie są nowicjuszami jeżeli chodzi o występy na Openerze. Przed 3 laty w deszczowej aurze Brytyjczycy zagrali przed polską publicznością. Tłumy pod sceną i wrażenie jakie pozostawili po sobie, spowodowały, że artyści zostali zaproszeni i w tym roku. Tym razem w piękny, słoneczny dzień chłopaki dali ponad godzinny, niezapomniany dla wielu koncert. Kolejną gwiazdą głównej sceny był Jack White. Artysta, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Doskonałe poczucie rytmu, mocniejsze brzmienia i jego temperament wpłynęły na publiczność pod sceną. Wszystkich rozpierała energia, która swoje apogeum osiągnęła kiedy z głośników popłynęło Seven Nation Army. Open’er Stage 4 lipca był obsadzony wielkimi gwiazdami, bowiem trzecim i ostatnim artystą  tej sceny była Lykke Li. Szwedzka piosenkarka indierockowa, zaserwowała swoim fanom dużą dawkę muzycznych uniesień. Była to pierwsza wizyta artystki w Polsce, ale po tym co się działo z pewnością nie ostatnia. Świetny kontakt z publicznością zaowocował doskonałą atmosferą podczas koncertu. Na pozostałych scenach również grali artyści warci uwagi. Melancholijność, o której pisałyśmy na początku, wprowadził Ben Howard. Jego głos, teksty i muzyka powodują, że chce się usiąść na chwilę, zamknąć oczy, oderwać od wszystkiego i  pozwolić swojemu umysłowi odpłynąć. Polskim akcentem natomiast był koncert Meli Koteluk. Piosenkarka zaprezentowała nam doskonale znane już utwory, ale także Fastrygi – piosenkę promującą nową płytę. Energetyczne rytmy na samym początku, spowodowały późniejszy spadek emocji wśród publiczności podczas spokojnych i wolnych utworów artystki. Jednak wszyscy dobrze się bawili kołysząc raz w prawą, raz w lewą stronę. Kończąc, Mela poderwała znów wszystkich na nogi, pozostawiając po sobie doskonałe wrażenie.

5 lipca upłynął nam pod hasłem „polskiego dnia”. Odbyły się dwa ważne dla nas koncerty: Domowych Melodii i Artura Rojka. Pierwszy zespół – jak informowałyśmy na fanpagu Kasety – bardzo spontanicznie zdecydował się na występ w zastępstwie za zespół The Dumplings. Nie bez kozery, był to jeden z najlepszych koncertów tegorocznego Open’era, jeśli nie najlepszy! Domowe Melodie po każdej piosence, nie potrafiły wrazić swojej wdzięczności za przyjęcie ich przez fanów. Piskom i oklaskom nie było końca. Występując na scenie Here&Now, tuż przed wykonaniem piosenki „Tu i teraz” artyści zadedykowali ją artystom z The Dumplings, życząc szybkiego powrotu zdrowia. Bardzo sympatyczny gest spotkał się z gorącym aplauzem publiczności, tłumnie przybyłej na koncert. Artyści przekazali nam dużo pozytywnych wibracji, uśmiech przeplatał się ze wzruszeniem. Wszystko to sprawiło, że publiczność uparcie domagała się bisu i go dostała w postaci „Zbyszka”.  Drugim polskim artystą występującym tego dnia był Artur Rojek, prezentujący swoją solową płytę. Podczas „Beksy”, piosenki promującej album na scenę wyszła gromadka dzieci, która ku uciesze publiczności śpiewała refren co najmniej tak dobrze, jak na płycie. Mimo depresyjnej i melancholijnej natury Rojka, do której nas przyzwyczaił występując z zespołem Myslovitz, koncert był energetyzujący. Ludzi było naprawdę dużo, namiot wypełniony był po brzegi. Udało nam się spotkać Staszka z Domowych Melodii, przybić piątkę i pogratulować doskonałego występu.

Tyle o samych koncertach. A jak ogólnie oceniamy tegoroczną edycję festiwalu? W tym roku, jak i poprzednim obyło się bez kaloszy, także pogoda dopisała, to na pewno na plus. Organizacyjnie – jak co roku – wszystko działa doskonale. Ale ludzi jakoś mniej. Na ulicach Gdyni, w Lidlach, Żabkach i innych Kauflandach nie było widać tak bardzo festiwalowiczów jak do tej pory. Na strefach gastro i przy toi toi’ach również. Dopiero w weekend frekwencja trochę się poprawiła. Przyczyny dopatrujemy się w cenie. 550 zł to już jednak nie 370, czy choćby 470 zł – jak było w zeszłym roku. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku, jeśli bilety nie stanieją, to przynajmniej nie podrożeją. I oby Alter Art zasypał nas nazwiskami naszych ulubionych wykonawców. Do zobaczenia za rok!

A&K

Poniżej piosenka z najlepszego koncertu tegorocznego Open’era. Bunia zespołu Domowe Melodie. :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>