Dojrzałe dźwięki Skubasa [RECENZJA]

cover_brzask

Wczoraj było o Lublinie, i dzisiaj też o nim. Poniekąd. Podopieczny Kayaxu jest tuż po wydaniu swojego drugiego solowego krążka „Brzask”. Mowa oczywiście o Skubasie.

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po wzięciu płyty do ręki, to z pewnością świetna okładka. Widnieje na niej charakterystyczny jastrząb z zabójczym spojrzeniem i kapturem na głowie. Grafika stylem przypomina tę z debiutanckiego albumu Wilczełyko, a to za sprawą ważnej postaci w polskim Street Art’cie – Przemka „Sainera” Blejzyka, którego Skubas ponownie zaprosił do współpracy. Warte uwagi jest również samo wydanie. Twórcy zdecydowali się odwrócić slim box dzięki czemu opakowanie jest optycznie wyższe i chudsze.

Album składa się z 10 utworów. Jest nam tym bardziej miło recenzować Brzask, że w całości został on wyśpiewany po polsku. Przeprawę po osobistej i szczerej odsłonie Skubasa otwiera Diabeł. W zestawieniu z drugą pozycją Plac Zbawiciela, wypada on mrocznie i melancholijnie.  Zwiastuje to, że przygoda nie będzie nudna, a wręcz pełna niespodzianek. Taki właśnie jest cały krążek, który płynąc spokojnie swoim nurtem, raz na czas wpada w wir, przyprawiając nas o mocniejsze bicie serca. Radek Skubaja postawił na prostotę. Zarówno tekściarską (co jest zasługą samego artysty oraz Basi Adamczyk) jak i muzyczną. Jako świadomy muzyk niczego na siłę nie próbował przekombinować. Wskazuje na to fakt, że w albumie zostały użyte ścieżki, które były nagrywane w domowym studio. Prostota, o której tutaj mówimy, jest zaletą. Nadaje ona nieco oziębły, acz bardzo dojrzały charakter, który w naszym odczuciu jest największym atutem tego krążka. Dwa single, których mieliśmy okazję posłuchać już przy promocji nadchodzącego wówczas albumu – Nie mam dla Ciebie miłości i tytularny Brzask, doskonale oddają jego specyfikę. Nie bez powodu twórcy wybrali akurat te kawałki, ponieważ wydaje się, że są one najlepszymi kandydatami na to, aby pozostać w świadomości słuchaczy na dłużej. Tak jak Linoskoczek z poprzedniej płyty. Na przestrzeni wszystkich kawałków w wokalu słyszymy naleciałości jazz’owe, które Radek wyniósł ze szkoły. Natomiast muzycznie, dzięki brudnym dźwiękom gitary, króluje grunge .

Mimo, że można usłyszeć podobieństwo, do tego co już było – płyta zdecydowanie warta jest uwagi i zasługuje na to, by Skubas  ponownie namieszał (pozytywnie) na polskim rynku.

8.5

A&K

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>