Z Anią Ołdak o życiu, Warszawie, Słoikach i muzyce [WYWIAD]

8

Spotykamy się z Anią Ołdak, a będąc bardziej szczegółowym – zdzwaniamy, tuż po emisji pierwszego odcinka NeoMoMo. Jest to kropla w morzu rzeczy, którymi wokalistka zespołu MoMo zajmuje się na co dzień. Pracuje w szkole na etacie, jest logopedą, pracuje z zespołem nad materiałem na drugi album, ostatnio użyczyła głosu dla Googla, wychowuje synka..i można by tak jeszcze długo. Przy tym wszystkim, a może właśnie dzięki temu, jest szalenie szczęśliwa.

Kaseta Polska: Dużą uwagę skupiasz na dykcji, poprawnej wymowie. Zacznijmy może od tego – skąd logopedia?

Ania Ołdak: Ojej. Wiecie co, do tej pory jest tak, że znajomi pytają mnie dlaczego wybrałam logopedię, psychopedagogikę i inne kierunki. Do końca nie wiem. Myślę, że to jest tak, że już w liceum jedynym moim celem było to, żeby iść w muzykę. Bardzo chciałam dostać się do szkoły muzycznej w Warszawie, do której z resztą się dostałam, ale chyba później zdałam sobie sprawę, że zawsze miałam pierwiastek pedagoga. Lubię małe dzieci. Mam cierpliwość i dużo empatii do małych stworzeń, więc wydawało mi się naturalne, ze pójdę w tę stronę. Gdy dowiedziałam się, że jest taki kierunek to byłam strasznie ciekawa i po prostu szłam za głosem – może nie serca, ale jakiegoś chochlika.

-Śpiewanie było pierwszym pomysłem na siebie?

-Tak, moim pomysłem na siebie zdecydowanie była muzyka. Do tego stopnia, że moja mama osiwiała w dwa dni, jak zaproponowałam jej, że może nie będę zdawać matury tylko śpiewać. To był główny cel. Całe szczęście, dzięki mojej mamie głównie, jak już zajęłam się studiowaniem, to nie mogłam skończyć. Zrobiłam jeden kierunek, drugi, trzeci i mam w głowie mnóstwo pomysłów co by tu jeszcze studiować.

-Bardzo dużo w życiu robisz. Masz zespół, uczysz w szkole, imasz się różnych projektów – jak znajdujesz na to czas?

-Dodatkowo jestem jeszcze lektorem i wychowuję syna. Wydaje mi się, że to jest tak, że jak się coś bardzo lubi i praca nie jest dla ciebie ciężarem, ani tym bardziej smutnym obowiązkiem, to to się tak układa, że po prostu znajdujesz na to czas. Człowiek jest tak stworzony, że zawsze znajduje czas na to, co kocha. Pewnie gdybym miała pracować w banku, to w ogóle nie miałabym czasu na nic innego i byłabym tak zdołowana, że tam pracuję, bo tak bardzo się do tego nie nadaję, że nie miałabym siły ani pomysłu na robienie innych rzeczy.

-Jakby się kiedyś wydarzyło tak, czego Ci oczywiście nie życzymy, że musiałabyś się na coś zdecydować – wybrałabyś muzykę?

-Mam nadzieję, że nie będę mieć takiego dylematu. Natomiast, gdyby się tak zdarzyło, że musiałabym coś wybrać, to na pewno byłaby to muzyka. Jest zawsze na pierwszym miejscu, zawsze była. Na pewno musiałabym pójść w tę stronę.

DSC_6072

-Masz dużo płaszczyzn, na których działasz. Z pewnością oddziałują one na siebie wzajemnie. Inspiracje do tekstów, do piosenek czerpiesz z wydarzeń i sytuacji, które mają miejsce na tych polach?

-Wydaje mi się, że podświadomie trzymam się tego wszystkiego, właśnie dlatego, że daje mi to wielką siłę, taką iskrę. Prawdą jest, że to są naprawdę bardzo różne środowiska. Poznaję mnóstwo ludzi z wielu miast, państw, z odmiennymi poglądami. Mimo różnic, środowiska te mają kilka punktów wspólnych, człowieczych. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nazwać siebie artystką i zamknąć się w czterech ścianach. Mówiąc kolokwialnie, nie zajmować się żadną robotą. Wówczas tworzyłabym bardzo introwertyczną muzykę. Uwielbiam spotykać się z różnymi życiowymi sytuacjami, bo to mnie totalnie napędza i inspiruje do twórczej działalności.

-Skupiając się na muzyce, chciałybyśmy przejść do…

-Konkretów.

-Dokładnie. Powstaliście w 2011 roku, później w 2013 było Must Be The Music i płyta. Co się działo z Wami przez te dwa lata?

-No właśnie. Dobre pytanie. Musimy się cofnąć pamięcią. Założyłam zespół późno, bo właściwie jak patrzę na to, co się dzieje teraz – wokalistki i artystki mają po 20 lat. Są piękne, zdolne i wcześnie zaczynają. Oczywiście to jest super. Ja miałam bardzo długą drogę samorozwoju. Jestem wychowana w taki sposób, że wydaje mi się, że żeby móc coś pokazać światu, to faktycznie trzeba mieć co pokazać. To musi być dobre, trzeba do tego dojrzeć. W ogóle mam bardzo krytyczny stosunek do siebie. Cały czas mi się wydaje, że to jest ciągle za mało i można to zrobić lepiej. Tak sobie pomyślałam, że przez te wszystkie lata kiedy studiowałam, pisałam do szuflady, kiedy się rozwijałam na drugim froncie jako chórki i osoba wspomagająca wielu artystów, kiedy rodziłam dziecko, wtedy poznawałam życie. Zmieniłam się jako kobieta po porodzie. Zaczęłam do tego dojrzewać. Natomiast żeby dojrzeć do tego, żeby coś wydać, to trochę to trwało. Na szczęście trafiliśmy na siebie z Michałem. Uważam, że na wszystko jest odpowiedni moment i nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdy się spotkaliśmy podczas nagrywania chórków do T.love, od razu znaleźliśmy ze sobą wspólny język. Zaczęliśmy nagrywać płytę wraz z muzykami, których znaliśmy już wcześniej z innych projektów: z Jackiem Perkowskmi, Jackiem Szafrańcem, Tomaszem Waldowskim. Robiliśmy próby z materiałem. Przed wydaniem płyty pojawił się pomysł, żeby ktoś nas usłyszał i zobaczył. Program „Must Be The Music” był jedynym programem typu show, który pozwalał ludziom prezentować swoje kawałki. To był warunek. Nie było opcji, żeby iść do programu, który każe wykonywać mi covery. Pomyślałam, że nie możemy tkwić w takim polskim mentalu – jak ja to nazywam, że nie można wziąć udziału w programie, bo jest to obciach. Zgłaszając się mieliśmy pewne założenie, którym nie była wygrana. Chcieliśmy po prostu wystąpić. Dużo ludzi się o nas dowiedziało, zdobyliśmy nowych fanów. Od razu zaproponowano nam występ w Opolu podczas premier, przed którym otrzymaliśmy sygnał o chęci wydania naszej płyty. To było duże doświadczenie, fajna przygoda.

IMG_0567

-Czyli Must Be The Music otworzyło Wam drzwi do kariery?

-Nie tyle otworzyło, co na pewno spełniło cel, który założyliśmy.

-My osobiście mamy mieszane uczucia co do tego typu programów, ale to jest długi temat.

-Tak, długi temat. Wiecie co, dużym plusem tego programu jest jednak to, że ludzie tam wykonują swoje rzeczy. Trzeba to przyznać. Każdy program rządzi się swoimi prawami. Musi być show, muszą być momenty, żeby się pośmiać i wzruszyć. Mimo to zdarzają się też perełki np. Olivia Anna Livki, która wydaje skrajnie niszową płytę zagranicą. Mam szacunek do tego formatu, za szanse dla ludzi, którzy mogą pokazać siebie.

-Nie ukrywajmy, że taką perełką jesteście Wy.

-Chciałabym tak myśleć.

-Powinnaś. Jesteście w trakcie przygotowywania drugiego krążka.

-Tak, co prawda minął rok od kiedy zadebiutowaliśmy, ale jeszcze promujemy tamtą płytę. Niedawno wyszedł singiel Szafa i mamy w planach jeszcze jeden klip, który miałby zakończyć promocję. Nie wiem czy dojdzie do skutku, ale chcielibyśmy zrobić Obietnice, bo gdzieś tam w środku jest dla nas ważna. W międzyczasie ja mam też co robić. Mam teraz projekt, o który pewnie zapytacie. Jednak najważniejsze jest teraz to, żeby skupić się na nowej płycie. Mam ambitny plan, żeby wyszła w przyszłym roku, może jeszcze przed latem. Dużo zależy od weny.

-Wobec tego życzmy, żeby Was nigdy nie opuszczała.

-Dziękujemy, bo tego się nie kupi.

-Aniu, w takim razie zdradź jednym zdaniem, jaka będzie ta płyta. Bo pomysł na pewno już macie.

-Tak, pomysł jest. Płyta ta na pewno będzie spokojniejsza. Pierwszy album, mimo że zrobiony przez w miarę dojrzałych ludzi, bo 30-letnich, był bezkompromisowy i bez kompleksów. Nie oglądaliśmy się wtedy na trendy. Odzwierciedlał nasze spotkanie z Michałem. Natomiast druga płyta będzie na pewno spokojniejsza, bo się uspokoiliśmy (śmiech). Mam teraz też trochę inny nastrój. Będzie na pewno więcej ballad, bo na tamtej jest chyba jedna. Będzie więcej gitary.

-Przejdźmy teraz do tego co wywołałaś. Jesteśmy tuż po wydaniu pierwszego odcinka NeoMoMo, z gościnnym udziałem Meli Koteluk. Dyskutowałyśmy o tym trochę i naprawdę bardzo spodobał nam się ten pomysł. Przede wszystkim dlatego, że jest internetowy i krótki. Każdy znajdzie chwilę w ciągu dnia, żeby włączyć i obejrzeć. Skąd ten pomysł u Ciebie? Zobaczyłaś gdzieś, zafascynowałaś się?

-Poniekąd odpowiedziałyście na to pytanie. Bardzo się cieszę, że rozmawiałyście i doszłyście do wniosku, że brakuje takich projektów. Powiem szczerze, chciałam pokazać swojemu dziecku w telewizji to, na czym się wychowałam, włączyłam telewizor, a robię to niezwykle rzadko, i szukałam programu typu Rower Błażeja. Pamiętacie coś takiego? Było tam dużo muzyki, przychodzili artyści, wykonywali swoje utwory unplugged w dziwnych kompilacjach z innymi gośćmi. To było piękne, bo nie dość, że był to program kulturalny, to muzyka była tam mocno zaznaczana. Może nie byli to artyści, którzy byli na świecznikach show biznesu, ale artyści, którzy mieli wiele do powiedzenia. Tych programów teraz nie ma. Złapałam się na tym, że nawet na MTV nie ma już muzyki – byłam kompletnie w szoku. Chcę wrócić do tego. Pomyślałam sobie – i widzicie znowu wyszło ze mnie coś z pedagoga – chcę robić coś dla młodzieży. Zrobiłabym coś fajnego i w super okolicznościach. Jestem Warszawianką, kocham to miasto strasznie. Bardzo się wzruszam gdy widzę oczami wyobraźni te wszystkie rzeczy , których nie ma. Miasto jest strasznie zniszczone historycznie. Była taka sytuacja, że przypadkowo w Soho Faktory weszłam do Muzeum Neonów, MoMo ma swój neon, który wozimy na koncerty. Pomyślałam, że to jest fantastyczne miejsce i jakbym mogła tutaj zaśpiewać to byłoby spełnieniem moich marzeń. Zaczęłam o tym myśleć, sprzedawać pomysł swoim kolegom i koleżankom. Uznałam, że dobrym pretekstem do sprawdzenia tego miejsca, będzie projekt Uwolnij Muzykę, w którym poproszono nas o wykonanie trzech piosenek unplugged. Powiedziałam, że albo w Muzeum Neonów, albo nigdzie. Udało się to załatwić. Później nie mogłam przestać myśleć o tym miejscu. Wzięłam kartkę papieru i zaczęłam pisać punkt po punkcie jaki właściwie mam ten pomysł. Powiedziałam o tym swojemu managerowi, który uznał to za świetną ideę, że mam się w ogóle nie zastanawiać. Wiecie jak jest, jeżeli nie jesteś sławną osobą w show biznesie, to nie masz na to po prostu pieniędzy. Zaryzykowałam. Wyciągnęłam swoją nauczycielską pensję. Moi muzycy zrobili to zupełnie za darmo. Pierwszą osobą, która mówiąc kolokwialnie, zajarała się tym pomysłem, była Mela, którą nie ukrywam, że znam już 8 lat. Przyszła na próbę, zobaczyła harfę, wiolonczelę i zachwyciła się. Potem zaproponowałam udział w projekcie Marice, która porusza się w mocniejszych dźwiękach. Nie ukrywam, że sama ogarniałam to producencko, oczywiście z pomocą mojego menagera, i scenariuszowo. Adam Kępski, który realizował NeoMoMo, pomógł mi w tym. Pilot jest zrobiony własnym sumptem, natomiast co będzie dalej? Nie wiem. Być może znajdą się jakieś małe pieniądze. Generalnie idea jest taka, że chcemy zrobić coś fajnego, kulturalnego.

-Czyli chęci są długoterminowe, ale wszystko zależy od finansów?

-Dokładnie, a jak ich nie będzie, to będę ciężko pracować w szkole i finansować projekt sama (śmiech). Pragnienie skonfrontowania się z różnymi artystami jest tak wielkie, że będę chciała zapraszać ludzi, którzy się nie boją. Program nie oszczędza tutaj różnych sytuacji, które są zupełnie nieczyszczone. Nie ma żadnego doklejania, czyszczenia wokalu. To są smaki, które charakteryzują występy live.

-Jeżeli kiedyś Twój pomysł się sprzeda – będziesz zastanawiała się nad przejściem do TV?

-Wiecie co, jeśli to, że jest to internetowy produkt dostępny dla wszystkich, to fajnie. Natomiast, jeśli TVP Kultura chciałaby to emitować, to jedno nie przeczy drugiemu. Nie ukrywam, że jest to stacja dla mnie ważna, która próbuje pokazać jeszcze szczątki klasyki filmu, muzyki i podchodzi do tematu niekomercyjnie. Z kolei, gdyby zainteresowała się tym komercyjna stacja, byłby to ogromny sukces kulturalny. Nie myślę o tym póki co, bo żyję tu i teraz. Daję to, co mogę, póki mogę (śmiech).

-I dawaj nam jak najwięcej, bo dajesz dużo dobrego. Jeszcze jedna kwestia związana z NeoMoMo. Sama przyznałaś, że Marika obraca się w innych dźwiękach. Tutaj pokazuje inną odsłonę. To, żeby sięgać po ludzi z różnych światów muzycznych, jest Twoim zamysłem? Chcesz pokazać ich drugie oblicze i pokazać im, że mogą zrobić coś innego?

-Nie ukrywam, że zamysł jest trochę taki, żeby zapraszać do projektu artystów, którzy na co dzień występują w zupełnie innej scenerii dźwiękowej. Dostałam propozycję od zespołu heavy metalowego, który chciałby wystąpić w NeoMomo. To jest wyzwanie. Zestawienia, których byście się nie spodziewały, są zamysłem. Na razie mam kilka pomysłów, ale nie chciałabym na początku zbytnio szokować. Ma to być naturalne i zrobione z pasją, za darmo, dla ludzi. Chcę z nimi trochę porozmawiać o tym, jak się żyje w Warszawie Warszawiakom i Słoikom. Chcemy wyciągnąć z tych ludzi trochę osobistych rzeczy, których zazwyczaj nie opowiadają, albo takich, o które nikt nie pyta.

Marika_Ania MoMo Ołdak_Mela Koteluk

-Zdradzisz nam kim są Słoiki?

-Słoiki mówi się o ludziach przyjeżdżających na stałe do Warszawy. Wzięło się to stąd, że ci, którzy przyjeżdżają na studia dostają od rodziny dużo słoików z jedzeniem.

-Dobrze Aniu, to tak na zakończenie. Widać, że w Twojej głowie roi się od pomysłów. Czy w najbliższym czasie zaskoczysz nas czymś nowym?

-Dopiero wyszło NeoMoMo i będę się skupiać na tym, żeby odcinki były atrakcyjne i to mnie pochłania. Ale macie rację, pewnie zaraz znowu z czymś wyskoczę (śmiech).

-Tak na marginesie. Wywiad ten będziemy wspominać z wielkim sentymentem. To nasz debiut. Śmiałyśmy się, że jak nam nie wyjdzie, zmieniamy nazwiska, adresy, numery telefonów, maila…

-(śmiech) Dajcie spokój, w ogóle nie ma się czym stresować. Po pierwsze dlatego, że nie jestem gwiazdą. Po drugie, że nie jestem celebrytką. I po trzecie, w ogóle mam wrażenie, że gada się jak w akademiku. Bardzo sympatycznie. Dużo empatii się wyczuwa w tej rozmowie, co jest bardzo miłe.

-Może nie uważasz się za gwiazdę/celebrytkę, ale wpisujesz się w nasz kanon i dla naszego portalu jesteś gwiazdą.

-(śmiech) Dziękuję. Wszystkiego dobrego na nowej drodze i miło mi, że jestem Waszym pierwszym dzieckiem.

A&K

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>